🀄 Ojciec Piotr Jordan Śliwiński Gdzie Spowiada
Piotr Jordan Śliwiński OFMCap jeden z najpopularniejszych spowiedników w Polsce, autorytet księży oraz penitentów, kierownik duchowy osób konsekrowanych i świeckich, rekolekcjonista. Autor wielu książek. W Wydawnictwie WAM opublikował: Spowiedź nie musi bardzo boleć (2015) i Rachunek sumienia z ojcem Jordanem (2018).
$5.99 - Odkryj siłę dojrzałego rachunku sumienia Czujesz, że twój rachunek sumienia zatrzymał się na etapie dziecka i nie rośnie wraz z tobą? Nie wiesz, jak dojrzale się spowiadać?
Andrzej K., mieszkaniec podkrakowskiej wioski domaga się przed krakowskim sądem 1 mln zł zadośćuczynienia za krzywdy jakie, jego zdaniem, poniósł jego ojciec Piotr K. w 1952 r. pomagając z
Spowiedź jest "najtrudniejszym" sakramentem. Wymaga odsłonięcia się przed innym człowiekiem, dotknięcia tego, co intymne i wstydliwe. Wielu wiernych odczuwa niechęć, stres, skrępowanie lub nawet lęk przed spowiedzią, powody tego mogą być różne. Niektórym spowiedź kojarzy się z procesem…
Daj się Bogu pokochać Pokuta kojarzy nam się z dużym poświęceniem, wyrzeczeniami, a nawet z czymś strasznym i nieludzkim. Często nosimy w sobie obraz pokutujących ludzi, którzy są skoncentrowani na sobie i swoim cierpieniu, samotni, poranieni i smutni. Ojciec Jordan Śliwiński na przekór naszym stereotypowym wyobrażeniom pokazuje, że pokuta jest drogą do pełni życia
Życiorys. Święty ojciec Pio to Franciszek Forgione z Pietrelciny, włoski kapucyn, który urodził się pod koniec XIX wieku. Posądzany był o oszustwo polegające na udawaniu stygmatyka. Był
Następnie, o. Jordan mówił o poszukiwaniach Ojców Kościoła i późniejszych teologów tego, co w człowieku jest tym elementem, o którym Bóg powiedział, że jest Jego obrazem i podobieństwem w nas. „Jedni mówili: to jest wola, czyli zdolność do kochania, do wyboru, do decydowania o sobie.
Spowiednik powinien pomóc penitentowi w uświadomieniu sobie, że spowiedź jest zarówno wydarzeniem, jak też całym procesem. Nie chodzi więc o to, aby spowiednicy mówili penitentom, co powinni robić, ale pomagali im, przy użyciu ich własnej wolności, w stawaniu przed Bogiem w pełni ich własnej świadomości i w podejmowaniu
O. Piotr Jordan Śliwiński, kapucyn, filozof: Wyjątkowe znaczenie chleba się zaciera, ale wciąż widzimy relikty dawnych rytuałów. Z drugiej strony jest w nas tęsknota, by jedzenie nie stało się tylko konsumpcją, nie zatraciło wymiaru symbolicznego.
l9xF. Często ofiary wykorzystywania seksualnego mają bardzo silne poczucie ubrudzenia, zbrukania, wstydu, zdarza się, że czują się współwinne. Należy jej powiedzieć, że to ona jest poszkodowana i nie zaciągnęła żadnej winy moralnej – mówił kapucyn o. Piotr Jordan Śliwiński w rozmowie z Ewą Buczek w 2011 roku. Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 8-9/2011. Ewa Buczek: Czy możemy powiedzieć, że pedofilia jest problemem polskiego Kościoła? Piotr Jordan Śliwiński OFMCap.: Pedofilia jest złem, które dotyka całe społeczeństwo. A Kościół nie jest przecież poza społeczeństwem, więc to zło również trafia się wewnątrz Kościoła. W takich sytuacjach problem jest szczególnie bolesny, bo pojawiają się pytania o wierność Chrystusowi, która powinna owocować większą wrażliwością na zło. Dlatego w środowisku ludzi wierzących reakcje na takie nadużycia mogą być nieproporcjonalnie mocne do skali zjawiska. Nie możemy natomiast powiedzieć, że jest to problem całej instytucji, ale że jest to problem konkretnych ludzi, a co za tym idzie – reakcji instytucji na problemy jej członków. Temat księży pedofilów jest bardzo nośny medialnie, ale wiemy ze statystyk, że w olbrzymiej większości przestępstwa seksualne na nieletnich popełniają osoby z najbliższego otoczenia dziecka, z rodziny, z kręgu przyjaciół. Pedofilia wśród duchownych to mała część dużo szerszego problemu. Niektórzy twierdzą, że pedofilia jest powiązana z celibatem… – Badania pokazują, że to nieprawda. W przeważającej części sprawcami nadużyć seksualnych wobec dzieci są ludzie, którzy żyją w związkach heteroseksualnych, mają zwyczajne rodziny, a obok tego wszystkiego rodzi się ich perwersja seksualna. Media donoszą o kolejnych skandalach pedofilskich z udziałem księży, to stwarza wrażenie, że dziś duchowni mają większe problemy ze swoją seksualnością niż kiedyś. – Musimy pamiętać, że kultura z jednej strony jest coraz bardziej permisywna i promuje tolerancję dla różnych zachowań seksualnych w społeczeństwie, a z drugiej strony jest coraz bardziej represywna wobec zachowań duchownych. Dobrym przykładem jest tutaj problem homoseksualizmu – te same media będą piętnowały homoseksualnego duchownego i domagały się poszanowania praw środowisk homoseksualnych – medialne myślenie o tym zagadnieniu charakteryzuje pewne rozdwojenie. Ponadto księża nie żyją w okopach Świętej Trójcy! Niegdyś klauzura stwarzała przestrzeń intymności do modlitwy, studiów, kontemplacji. Dziś nadal kobiety nie mogą bez pozwolenia przełożonego wejść za klauzurę, ale poprzez telewizję i internet znajdują się tam codziennie. Nie fizycznie, ale przez obrazy. Nie będziemy przecież zakładać filtrów internetowych, klasztor to nie państwo totalitarne. Przeżywamy te same próby i te same problemy. Nawet jeśli wśród pedofilów księża stanowią mniejszość, to czy nie powinno się dokonywać surowszej selekcji kandydatów do kapłaństwa? – To nie jest kwestia odsiewania ludzi, którzy mogą być potencjalnymi pedofilami, ale właściwej formacji seminaryjnej. Wiadomo, że musimy wydłużać formację, bo to już dzisiaj konieczność. A dłuższa formacja oznacza między innymi także częstsze używanie instrumentów psychologicznych. Weryfikuje się w ten sposób coraz mocniej stopień dojrzałości kandydata, zarówno psychologicznej, jak i religijnej. W starożytnym chrześcijaństwie katechumen, który stawał do chrztu, podejmował radykalną decyzję, musiał przyjąć przed Chrystusem całe swe dotychczasowe życie. A dziś zdarza się, że nawet kandydaci do święceń nie są w pełni pogodzeni ze swoim życiem! Kleryk musi mieć podstawową znajomość siebie, znać własne ograniczenia, wyrazić zgodę na swoje życie. Głupi ksiądz to zagrożenie dla Kościoła W naszej formacji kapucyńskiej kandydat na zakonnika najpierw przechodzi przez roczny postulat – nosi świecki strój, mówi się do niego per pan, wyjeżdża do rodziny, żeby mógł samodzielnie podjąć decyzję o powrocie do zakonu, ma swoje odrębne modlitwy. Postulat to z jednej strony czas na egzystencjalne przepracowanie katechizmu, a z drugiej intensywna praca nad formacją ludzką, możliwość wsparcia psychologicznego czy duchowego. Jeżeli prowadzący postulat uzna, że młody człowiek potrzebuje więcej czasu, to może go zatrzymać na tym etapie jeszcze przez rok, dać mu możliwość spokojnej poprawy sytuacji. Dopiero potem kandydat rozpoczyna nowicjat, czyli wchodzi w podstawową strukturę zakonną. Przez rok uczy się zakonnego abecadła, odpowiedzialności, życia we wspólnocie. I po tym czasie, jeżeli wyrazi taką wolę i wspólnota ją poprze, składa pierwsze śluby, a w pięć lat później składa śluby wieczyste. W naszym zakonie wprowadziliśmy po pierwszych dwóch latach formacji, poświeconych problematyce filozoficznej, rok „franciszkańsko-duszpasterski”, przez pierwsze półrocze młodzi bracia przechodzą bardzo intensywną formację skupioną wokół naszego charyzmatu – posługują ubogim, chodzą do hospicjum, utrzymują kontakt z ludźmi potrzebującymi, a przez drugie pół roku są na naszych placówkach, żeby zobaczyli, jak żyją bracia, posmakowali codzienności w innych domach zakonnych niż ich seminaryjny, żeby poznali inne problemy i zdobyli nowe doświadczenia. W ten sposób wspólnota próbuje pomóc im w dojrzewaniu do ostatecznej decyzji włączenia się w nasze życie. Wspomina Ojciec o wydłużaniu formacji, a przecież spada odsetek powołań i seminaria zaczynają już medialne kampanie promocyjne, by przyciągnąć kandydatów do kapłaństwa. To może rodzić pokusę obniżenia poprzeczki wymagań. – Nie zauważyłem w naszym seminarium takiej pokusy. Oczywiście dostrzegam ogólne obniżenie poziomu wykształcenia. Nasi klerycy są przedstawicielami pokolenia, które ma problem z przyswajaniem podstawowych treści humanistycznych, z recepcją tekstu, z czytaniem ze zrozumieniem. To obecnie duży problem na wszystkich uczelniach, ale czy przez to obniżać poprzeczkę? Od lat z uśmiechem powtarzam, że głupi ksiądz to zagrożenie dla Kościoła. Jest Ojciec dyrektorem Szkoły dla Spowiedników i z wieloma problemami styka się zapewne Ojciec właśnie w perspektywie konfesjonału. Potencjał tego miejsca jest ogromny, bo to przestrzeń wysokiego zaufania i niektórzy ludzie są tam zdolni wyznać rzeczy, których nie powiedzieliby otwarcie żadnemu terapeucie, żadnemu przyjacielowi, nikomu. Czy spowiednicy są przygotowani na to, że mogą w konfesjonale usłyszeć od kogoś o grzechu pedofilii? – Psychologowie mówią, że większość ludzi, którzy popełniają ten straszny grzech, jest egosyntoniczna, to znaczy włącza czyny pedofilskie tak silnie w swoją osobowość, że stają się one całkowicie akceptowalne przez ego, więc ludzi ci nie są w stanie ocenić moralnie własnego działania i odrzucić tego, co w nim złe. Dlatego tak niewielu z nich dobrowolnie trafia na terapię albo przychodzi do spowiedzi. My, spowiednicy, częściej spotykamy się z ofiarą. I jak taka sytuacja wygląda? – Ja mogę powiedzieć, jak próbujemy przygotowywać do takiej sytuacji księży w Szkole dla Spowiedników. Co kapłan może zrobić? Wiadomo, że nie jest terapeutą i absolutnie nie powinien próbować przeprowadzać w konfesjonale terapii, bo zazwyczaj przynosi to więcej szkód niż pożytku. Nawet jeśli duchowny jest psychologiem, to na pewno nie może łączyć psychoterapii z sakramentem pokuty. Kapłan przede wszystkim musi nazwać rzecz po imieniu. Potwierdzić, że został popełniony straszny grzech, że wyrządzono ogromne zło, obojętnie kto był sprawcą. Często ofiary mają bardzo silne poczucie ubrudzenia, zbrukania, wstydu, zdarza się także, że ofiara odczuwała jakiś rodzaj przyjemności seksualnej i nie może sobie z tym poradzić, bo czuje się współwinna. Należy jej powiedzieć, że to ona jest poszkodowana i nie zaciągnęła żadnej winy moralnej. Ponadto kapłan musi zapewnić, że Bóg jest po stronie ofiary. I dopiero wtedy zaproponować ścieżki możliwej pomocy. Pokazać ścieżkę terapeutyczną, która jest konieczna, i ewentualnie zaoferować także wsparcie w postaci kierownictwa duchowego, stałej spowiedzi. To ostatnie jest bardzo istotne, bo w sytuacji wykorzystywania seksualnego u ofiary pojawia się często pytanie: „Dlaczego Bóg do tego dopuścił?”. Wtedy właśnie ważne jest to duchowe towarzyszenie. Osoby skrzywdzone przez duchownych mają często poczucie, że ujawnienie ich doświadczenia zrani cały Kościół, bo da przeciwnikom Kościoła argumenty do jeszcze głośniejszej krytyki. – W tym przypadku najważniejsza jest wierność Ewangelii, a nie solidarność instytucjonalna. Kościół ma głosić Dobrą Nowinę o zbawieniu. W sakramencie pokuty mam świadomość, że jestem przedstawicielem Kościoła, ale jestem nim z mandatu Chrystusa. Dlatego ofierze trzeba przede wszystkim mówić, że Bóg jej nie opuścił w jej cierpieniu, nawet jeśli to jest ono trudne do przyjęcia. To cierpienie jest niekiedy tak dojmujące, że trzeba wiele czasu i modlitwy, aby ofiara mogła dojść do pojednania z Bogiem. Spowiednik musi jasno pokazać, że to ofiara jest w centrum, że Kościół jest nastawiony przede wszystkim na pomoc ofierze a nie na usprawiedliwianie sprawcy. Odpowiednie formacyjne przygotowanie spowiednika jest tu bardzo istotne. A co się dzieje, gdy do konfesjonału przychodzi matka, która obawia się o własne dziecko? – Pamiętajmy, że to już nie jest zakres stricte sakramentu pokuty, a raczej porady duszpasterskiej. Może się zdarzyć, że przy okazji sakramentu ktoś o coś takiego zapyta, wtedy konieczne jest wskazanie psychologa i wytłumaczenie, że dzisiejsza psychologia dysponuje odpowiednimi narzędziami, aby zweryfikować takie podejrzenie, a przygotowany psycholog jest w stanie pomóc jej dziecku, jeżeli tylko rozpozna, że dzieje się coś złego. Zawsze trzeba się trzymać drogi terapeutycznej i diagnostycznej, bo pierwszą zasadą jest ochrona i pomoc ofiarom. Co do tego nie ma wątpliwości. A czy kapłan wie, gdzie konkretnie może wysłać ofiarę molestowania seksualnego? – Ksiądz, który przychodzi do nowej parafii i zaczyna tam posługiwać, powinien pozbierać informacje, gdzie jest centrum interwencyjne dla bitych kobiet, gdzie można uzyskać pomoc psychologiczną, wsparcie materialne, gdzie jest noclegownia dla bezdomnych i tak dalej. Dziś taka wiedza jest bardzo często potrzebna. Tylko czy wszędzie znajdują się odpowiednie poradnie i punkty konsultacyjne? Czy proboszcz malutkiej parafii w górach też może znaleźć w swojej okolicy odpowiednią pomoc dla poszkodowanych? – Naturalnie. W każdym powiecie musi być ośrodek wsparcia uzależnionych i współuzależnionych, który często też zajmuje się interwencją w sprawach przemocy i posiada wykwalifikowany personel. Tam można znaleźć pomoc lub przynajmniej uzyskać informację, gdzie jej szukać. Proboszcz często nie musi sam organizować pomocy terapeutycznej lub socjalnej, czasami wystarczy, że porozumie się z władzami samorządowymi i podzieli obowiązkami. Myślę że tu są ciągle olbrzymie możliwości współpracy na najniższym lokalnym poziomie. Czy skandale pedofilskie czegoś nas nauczyły? – Myślę, że weryfikuje się ciągle nasze myślenie o Kościele. Jest on święty, świętością swego Założyciela, ale jest też wspólnotą grzeszników i musi się ciągle nawracać. Z drugiej strony wzrasta przekonanie, że dziś księża pracujący z dziećmi muszą mieć odpowiednie przeszkolenie. Konieczna jest świadomość, że kulturowo akceptowalne spontaniczne gesty – jak posadzenie dziecka na kolanach, pogłaskanie po głowie – mogą czasem być interpretowane zupełnie opacznie. Dlatego ksiądz powinien przejść szkolenie psychologiczne i mieć świadomość granic. Nie musi bać się wszystkiego, ale musi od razu widzieć, jakie są granice dopuszczalnej bliskości. Najważniejsza jest wierność Ewangelii, a nie solidarność instytucjonalna W sytuacji duszpasterskiej rzucenie podejrzenia na kogoś jest dosyć łatwe. O tym się stosunkowo mało mówi, a przecież trzeba wypracować odpowiednie narzędzia weryfikacji wnoszonych oskarżeń zanim wyda się wyrok. Niekiedy informacje o nadużyciach seksualnych bywają wykorzystywane manipulacyjnie, zwłaszcza gdy dotyczą wydarzeń sprzed wielu lat. To jest szalenie delikatna sprawa, bo z jednej strony trzeba otoczyć należytą troską ofiarę, a z drugiej nie zapominać, że w trudnej sytuacji duchowny musi mieć wsparcie od swoich przełożonych, bo jego też obejmuje zasada domniemanej niewinności. A jeśli wina zostanie udowodniona? Pojawiają się zarzuty, że postawa Kościoła bywa zbyt miłosierna… – Dokumenty Kongregacji Nauki Wiary temu przeczą, podobnie jak słynna wypowiedź Benedykta XVI z homilii na zakończenie Roku Kapłańskiego: „usilnie prosimy o przebaczenie Boga i osoby pokrzywdzone, zapewniając, że pragniemy uczynić wszystko, co możliwe, aby już nigdy więcej nie doszło do takich nadużyć, oraz obiecując, że przy dopuszczaniu do kapłaństwa i w trakcie formacji przygotowującej do niego zrobimy wszystko, co możliwe, aby ocenić autentyczność powołania”. Pamiętajmy jednak, że nawet usunięcie kogoś ze stanu duchownego czy zakazanie posługi pasterskiej, nie jest jednoznaczne z definitywnym potępieniem człowieka. Kary kanoniczne są nakładane po to, żeby ktoś się nawrócił, zszedł ze złej drogi, a nie po to, żeby mu odebrać nadzieję na Boże miłosierdzie. Skandale pedofilskie nadszarpnęły zaufanie społeczne do Kościoła. Czy to nie jest dobry moment na pracę nad odbudowaniem pozytywnego wizerunku i promocję obrazu zdrowych relacji wewnątrz Kościoła? – Powinniśmy pokazywać w mediach dobre przykłady zaangażowania duchownych w życie społeczeństwa, bo to jest potrzebne. Ale musimy uważać, żebyśmy się nie koncentrowali tylko na public relations. Posługą Kościoła nie jest kreowanie wizerunku księdza, ale głoszenie Ewangelii. My wcale nie mamy być mili. Mam wrażenie, że dziś za mało krzyczymy o ważnych sprawach społecznych, wobec których nie powinno się milczeć, np. na temat prostytucji czy lichwiarstwa, które w Polsce cały czas istnieją, a prawie się o nich nie mówi. Czasem należy krzyknąć, żeby kogoś obudzić, żeby mu pokazać, że sytuacja może być zła, ale jego życie tutaj jest drogą, jest ciągłą szansą na nawrócenie. Zwiastowanie człowiekowi wyzwolenia w Chrystusie, aby on mógł sam się od tego zła oderwać – to jest zadanie Kościoła. Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 8-9/2011. Piotr Jordan Śliwiński OFMCap. – ur. 1963. Kapucyn, dr filozofii, adiunkt w Katedrze Lingwistyki Komputerowej Uniwersytetu Jagiellońskiego, wykładowca kapucyńskiego Wyższego Seminarium Duchownego. Dyrektor Szkoły dla Spowiedników, członek Zespołu Laboratorium WIĘZI. Opublikował „Grzechy w kratkę” (wywiad-rzeka o spowiedzi), „Reguły życia. W rodzinie i zakonie”. Współautor książek „Kościół a spirytyzm”, „Kościół a reinkarnacja”. Mieszka w Krakowie.
Spowiedź, z racji na swą tajemniczość, jest otoczona wieloma mitami. Częściowo powstają one i funkcjonują z niewiedzy, niejeden z nich wynika z lęku przed sakramentem pokuty w ogóle, a przed spowiednikiem szczególnie. Przyjrzyjmy się niektórym z nich. Wyczulony na seks? Ileż to razy słyszałem, że księża w trakcie spowiedzi interesują się wyłącznie kwestiami związanymi z szóstym i dziewiątym przykazaniem czy mówiąc brutalniej — kwestiami seksualnymi. Mit ten znajduje pożywkę w specyficznym stanie kapłana, jakim jest celibat. Zwykle temu rzekomemu zainteresowaniu seksem w spowiedzi dokłada się różne prymitywne motywy. Być może ktoś poczuł się dotknięty niedelikatnością kapłana zajmującego się tymi sprawami w konfesjonale — mogło tak być. Jednakże zarówno w dokumentach Kościoła, jak i w formacji przyszłych spowiedników w seminariach duchownych czy też w formacji już pracujących spowiedników w trakcie wszystkich kursów, łącznie ze Szkołą dla Spowiedników, powtarza się, że w zakresie etyki seksualnej konieczna jest szczególna delikatność. Czy to jednak znaczy, że kapłan w ogóle nie będzie stawiał pytań w trakcie spowiedzi? Jaki jest sens pytań? Zadaniem spowiednika jest czuwanie nad ważnością sakramentu, a więc nad integralnością wyznania grzechów przez penitenta oraz nad wzbudzeniem przez niego żalu za grzechy i postanowienia poprawy, a także przyjęcia zadośćuczynienia. Integralność wyznania grzechów polega na wymienieniu wszystkich grzechów ciężkich wraz z ważnymi dla ich oceny okolicznościami. Przykładowo, jeśli ktoś spowiada się, że zabił człowieka, to ważne są okoliczności. Inaczej trzeba oceniać ten czyn, jeśli broniąc bliskiej osoby uśmiercił w walce napastnika, a inaczej, jeśli zamordował kogoś, aby następnie go obrabować. Podobnie, gdy ktoś wyznaje, że nie chodzi na Mszę św. niedzielną, ważne są przyczyny tej absencji. Jeśli powie, że był chory, to jest to inna sytuacja od tej, gdy całą niedzielę grał z przyjaciółmi w brydża i nie chciało mu się pójść do kościoła. Widać więc, że okoliczności są ważne — np. choroba lub obrona konieczna zwalniają od odpowiedzialności, grzech jest bowiem świadomym i dobrowolnym wyborem zła. Jeśli brakuje owych ważnych okoliczności, spowiednik będzie o nie pytał, także jeśli dotyczy to etyki seksualnej. Jeśli bowiem słyszy wyznanie: „Popełniłem/łam grzech nieczysty” — to takich grzechów może być bardzo, bardzo wiele. Podobnie, gdy ktoś wyznaje „popełniłem/łam cudzołóstwo”, to ważny jest stan penitenta i osoby, z którą ten grzech został popełniony. Spowiednik więc będzie pytał nie z tego powodu, że jest zainteresowany szczegółami naszych intymnych zachowań, ale dlatego, by spowiedź była ważna. Będzie też pytał o przyjęte postanowienie poprawy, które ma się łączyć z unikaniem sytuacji będącej okazją do grzechu — w teologii moralnej mówi się o okazji bliższej. Jeśli więc ktoś wyznaje grzech cudzołóstwa, żyje razem z osobą, z którą ten grzech popełnia i nie jest gotowy tej sytuacji zmienić, spowiednik uzna, że jest brak szczerego postanowienia poprawy i nie udzieli rozgrzeszenia. Naturalnie sytuację każdej osoby trzeba rozpatrywać indywidualnie, ale zasady dotyczące wyznania grzechów, żalu i postanowienia poprawy są uniwersalne. Skąd ten grzech? Z pewnością bardzo ważny jest dobrze przeprowadzony rachunek sumienia. Przejrzenie przed Bogiem i wraz z Nim ostatniego fragmentu mego życia, a raczej jego zapisu utrwalonego w mej pamięci, ma prowadzić do rozpoznania zarówno momentów szczególnego Bożego działania, jak i grzechów popełnionych. Rachunek sumienia ma nie tylko prowadzić do skatalogowania grzechów popełnionych, przede wszystkim ciężkich, ale także do odkrycia ich źródła, a także sytuacji do nich prowadzących. Pozwoli on odpowiednio ustawić wysiłki przeciwdziałające grzechom w przyszłości. Jedni księża rozgrzeszają, inni - nie Inną, często bardzo krzywdzącą opowieścią o spowiednikach jest wskazywanie na to, że ktoś inny udzielił rozgrzeszenia, nie pytał, a tu inny czyni odwrotnie. Czasami dzieje się to w atmosferze swoistego deprecjonowania spowiednika, że to on taki ciemny albo nieżyczliwy, a tamten oświecony, wykształcony i gotowy wszystko załatwić. Z zasady nie słucham takich opowieści. Po pierwsze, kapłan nigdy nie może się bronić, a po drugie, często jedna okoliczność może sprawić, że ocena predyspozycji penitenta do otrzymania rozgrzeszenia będzie inna. Pamiętajmy też, że spowiednik to nie prokurator, a spowiedź to nie śledztwo. Kapłan w sakramencie pokuty wierzy penitentowi. Jeśli ten powie: żałuję, postanawiam poprawę i mam wolę zmienić sytuację, która prowadziła mnie do grzechu, to przyjmuje to zawsze z zaufaniem. Każdy, kto się spowiada, wyznaje swe grzechy przed Bogiem, zgodnie ze swoim sumieniem i to on odpowiada za prawdziwość swego wyznania. Gdzie się najlepiej spowiadać? Nierzadko dziennikarze pytający mnie o Szkołę dla Spowiedników stwierdzają, że wspaniali spowiednicy są w miejskich klasztorach dominikanów, jezuitów, ba czasami z grzeczności wobec mnie dodadzą: „i kapucynów”, ale na małej wiejskiej parafii to na pewno nie. Zgadzam się, że we wspólnotach zakonnych i tych wymienionych i tych niewymienianych jest często wielu dobrych spowiedników. Jednak na wielu wiejskich parafiach są kapłani, którym powierzałbym spokojnie najtrudniejszych penitentów. Miałem szczęście niejednego z nich spotkać na przykład podczas sesji Szkoły dla Spowiedników. Trzeba ciągle na nowo uświadamiać sobie, że Bóg działa w trakcie każdego sakramentu pokuty i pojednania. Z pewnością będą kapłani, którzy szczególnie oddadzą się posłudze w konfesjonale i mają szczególny ku niej charyzmat. Zwykle szybko są rozpoznawani, a ich konfesjonały oblegane. Gdy wspominam swoich spowiedników, to przynajmniej kilku z nich było moimi katechetami, a dwóch z nich bardzo mi w tym sakramencie pomogło. Zatem warto poszukiwanie spowiednika zacząć od własnej parafii. Stały spowiednik — dla wybranych Stwierdzenie to byłoby prawdziwe, gdyby uznać za owe wybrane osoby wszystkie te, które pragną i starają się o rozwój życia wewnętrznego. Każdy, kto chce postępować w życiu zgodnie z Ewangelią, będzie potrzebował stałego spowiednika. I to bynajmniej nie tylko dlatego, że łatwiej rozmawiać o swoich grzechach i sposobach odrzucania pokus z kimś, kto mnie zna, kto towarzyszy mi i zna moje sukcesy i upadki, ale także dlatego, że prędzej czy później pojawią się problemy z rozeznawaniem duchowym, a rada stałego spowiednika jest zawsze wtedy szczególnie pomocna. O rozwój swego życia duchowego stara się oczywiście także ktoś, kto próbuje zwalczyć jakiś nałogowy grzech. Jemu pomoc stałego spowiednika jest szczególnie potrzebna. Dba o swój rozwój duchowy również osoba, która przeżywa zaproszenie do zbliżania się do Boga, do ciągle mocniejszej współpracy z łaską Bożą. Stały spowiednik może podpowiedzieć wybór odpowiednich praktyk duchowych, podsunąć odpowiednią na dany moment lekturę, może także uczyć rozeznania duchowego — odpowiedzialnego podejmowania decyzji w zgodzie z Ewangelią i z własnym sumieniem. Stały spowiednik stanie się szybko bardzo ważną osobą dla spotykającego się z nim penitenta. Do dziś z wdzięcznością myślę o tych moich spowiednikach, którzy cierpliwie (jakże cierpliwie!) prowadzili mnie nieraz latami. Ileż raf pomogli mi ominąć, z ilu dołów wyleźć. Bogu dzięki za każdego z nich. Bliskość stałego spowiednika może jednak prowokować również problemy. Można się do niego zbytnio przywiązać, nie wyobrażać sobie życia bez niego. A przecież kapłani zmieniają miejsce pracy, również umierają... Staje się to nieraz dramatem dla penitenta, który czuje się osierocony. Prośmy w takiej sytuacji Boga o nowego spowiednika i szukajmy go w miarę naszych możliwości. Jeszcze ciągle w naszej ojczyźnie ich nie brak. Niektóre osoby próbują też zrzucić na stałego spowiednika odpowiedzialność za swoje wybory życiowe. Na pytania: czy mam iść do zakonu, czy mam poślubić tę określoną osobę, czy mam wyjechać za granicę i szereg innych spowiednik odpowiadać nie może. Może wskazać, co zrobić, aby dobrze podjąć decyzję, przypomnieć kryteria chrześcijańskiego rozeznawania, ale decyzje należą do penitenta, on musi wybrać i ponieść tego wyboru konsekwencje. Czasami ktoś pyta mnie, jak wybrać stałego spowiednika. Najpierw wytrwale módlmy się w tej intencji, a następnie, gdy w trakcie spowiedzi stwierdzimy, że określony kapłan do nas trafia, rozumie nasze problemy, to spytajmy po prostu, kiedy spowiada, czy ewentualnie jak się z nim można umówić na spowiedź. I nie zniechęcajmy się tym, że kapłan nie będzie rozanielony z tego powodu, będzie stawiał wymagania. Nie dziwmy się też, że gdy pytamy kapłana w konfesjonale, kogo by polecił jako dobrego spowiednika, ów kapłan będzie polecał swych współbraci, a nie siebie. To oczywiste, to prosty i zwyczajny przejaw pokory i skromności. opr. mg/mg
Piotr Jordan Śliwiński OFMCap ( ilość produktów: 2 ) Rachunek sumienia z ojcem Jordanem - Piotr Jordan Śliwiński OFMCap9,15 zł / wydania: 2018Strony: 80Autorzy: Piotr Jordan Śliwiński OFMCapOprawa: broszurowaFormat: 11,5x16 cmISBN: 9788327715951Radość z powrotu, o pokucie chrześcijańskiej - Piotr Jordan Śliwiński OFMCap17,02 zł / Piotr Jordan Śliwiński OFMCapISBN: 9788327717382
ojciec piotr jordan śliwiński gdzie spowiada